DZIAŁO SIĘ

Dodane: 29 dni temu
Teatr na jesienną chandrę

Teatr na jesienną chandrę Śmieszny i wzruszający spektakl

więcej

Odsłon: 59 | Komentarzy: 0
Dodane: 38 dni temu
Splecione losy

Splecione losyDuża epicka opowieść, dobrze zagrana i starannie dopracowana wizualnie. Pełnokrwiste postacie na pierwszym i drugim planie. Emocje skrywane za konwenansem. Piękne detale. Uczta dla smakoszy kina.

więcej

Odsłon: 67 | Komentarzy: 0
Dodane: 39 dni temu
Szkoła uczuć

Szkoła uczuć Film śmiało można zaliczyć do lektur obowiązkowych dla miłośników twórczości Marka Koterskiego i wszystkich pozostałych kinomanów.

więcej

Odsłon: 113 | Komentarzy: 0



Impresje z dziennikarskiej emigracji
Impresje z dziennikarskiej emigracjiDodano: 2018-05-26 - 176 dni temu


Reportaż wcieleniowy z elementami komentarza i felietonu, tak gatunkowo mogłabym zaklasyfikować „Ze sztambucha emigranta” Pawła Pietkuna. Ale to coś więcej niż twórczość dziennikarska, to po prostu życie.


Rzeczywistości emigracyjna była opisywana i pokazywana przez sztuki wizualne odkąd ludzie z jednego kontynentu czy kraju wyjeżdżali za chlebem do innego. W ubiegłym roku temat spopularyzował film „Cicha noc” według scenariusza i w reżyserii Pawła Domalewskiego. Mnie w pamięci utkwiły bardzo osobiste i wzruszające „Listy z Ameryki” Krzysztofa Pieczyńskiego. Książka Pawła Pietkuna sytuuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma dziełami.


Chwilami autor stosuje techniki, które pozwalają mu obiektywnie patrzeć na przyczyny i skutki emigracji zarobkowej. Obserwuje uważnie, rozmawia z ludźmi i wyciąga wnioski. Na zimno, bez emocji. Ale jest też druga – bardzo subiektywna i emocjonalna strona książki. Autor sięga do swoich notatek, e-maili i wreszcie pamięci. Przywołuje chwile dobre i złe. Pisze otwarcie, nie pudruje rzeczywistości, nie szuka usprawiedliwień.


Podziwiam jego odwagę. Bo nie jest łatwo przyznać się, że się ciężko pracowało i było poniżanym, czasem głodnym, nie jest łatwo korzystać z pomocy bliskich, gdy się ma prawie czterdzieści lat i własną rodzinę.


Ogromną siłą „Sztambucha...” jest reporterska wrażliwość na kolory, smaki i brzmienia. To szczególne cenne, gdy się – tak jak autor – spotkało na swojej drodze tylu ciekawych ludzi, z różnych kontynentów, różnych religii i zawodów. Gdy rozmawiało się wieloma językami. Aż żal, że niektóre historie zamknął w kilku zdaniach. Bo chciałoby się czytać dalej.


Jak na dziennikarza przystało Paweł Pietkun każdemu ze swoich bohaterów daje szansę. Nie ocenia, nie skreśla, nie krytykuje. Pomaga jeśli może, nie czekając na wdzięczność. Stwarza platformę do dialogu. I okazuje się, że w większości przypadków, ten dialog jest możliwy.


Lekturę książki, która ukazała się polecam dziennikarskim rutyniarzom, którzy zbyt głęboko tkwią w swoich ideologicznych i myślowych okopach. Polecam ją również adeptom zawodu, którzy zastanawiają się, gdzie szukać tematu, jak podejść do rozmówcy, skąd czerpać inspirację.


Na koniec – w czasie, gdy Paweł zbierał swoje doświadczenia pod brytyjskim niebem, ja byłam w Polsce i słyszałam, co o jego wyjeździe się tu mówiło. Teraz miałam możliwość konfrontacji tego, co usłyszałam z relacją bezpośrednią. Bezcenne.


Cieszę się, że autor nie został pastorem i nie pojechał do Ghany. Cieszę się, że wrócił i jest dziennikarzem!


Dorota Bogucka


Paweł Pietkun, „Ze sztambucha emigranta”, Biblioteka Gazety Obywatelskiej, Stowarzyszenie Solidarność Walcząca, Wydanie I, Wrocław 2017, s. 144


Odsłon: 269 | Komentarzy: 0 | Udostępnij: udostępnij na facebook-u udostępnij na twitterze

Copyright © SDP Warszawa 2010                                                                                                            Projekt i realizacja: Webdreamers