DZIAŁO SIĘ

Dodane: 8 dni temu
Pamiętamy o dziennikarzach

Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich informuje, że Msza Święta w intencji naszych Koleżanek i Kolegów zmarłych w latach 2017-2019 zostanie odprawiona 21 listopada 2019 r. o godz. 17.00 w Kościele Środowisk Twórczych przy ul. Senatorskiej 18b.

więcej

Odsłon: 47 | Komentarzy: 0
Dodane: 9 dni temu
Nowe Bez Wierszówki już na rynku

Nowe Bez Wierszówki już na rynkuPolecamy najnowszy numer miesięcznika społeczno-kulturalnego SDP, wydawanego przez Warmińsko-Mazurski Oddział SDP pod kierunkiem niestrudzonego redaktora Ireneusza Bruskiego.

więcej

Odsłon: 65 | Komentarzy: 0
Dodane: 9 dni temu
Propozycje na Święto Niepodległości

Propozycje na Święto NiepodległościZ okazji obchodów Święta Niepodległości Muzeum Historii Polski przygotowało 14. Przystanek Niepodległość. Głównymi atrakcjami tegorocznej edycji Przystanku będzie gra przestrzenna „Drogi do niepodległości” (dla młodzieży i dorosłych) w Ogrodzie Saskim, a także przedstawienie dla najmłodszych pt. „Bohaterski miś” prezentowane w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej. Na obydwa wydarzenia obowiązują zapisy.

więcej

Odsłon: 32 | Komentarzy: 0



Zarabiajmy na prawach pokrewnych
Zarabiajmy na prawach pokrewnychDodano: 2019-02-14 - 273 dni temu

Termin spotkania w Domu Dziennikarza (13 lutego 2019 r.) nie był przypadkowy, bo od 11 lutego w Brukseli trwał tzw. trilogue. Rada, Parlament i Komisja Europejska ucierały stanowiska w sprawie dyrektywy, która ma umożliwić wydawcom i dziennikarzom korzystanie z praw pokrewnych. Dziś już wiemy, że udało się osiągnąć porozumienie i Dyrektywa będzie głosowana najpóźniej w połowie kwietnia, na ostatniej sesji PE w tej kadencji. Dokument liczy już 298 stron i w wielu sprawach kompromis udało się już osiągnąć, ale tak, jak we wszystkich unijnych negocjacjach, obowiązuje zasada, że nic nie jest uzgodnione, dopóki wszystko nie jest uzgodnione.

Eksperci przyznają, że rozwiązania zaproponowane w dyrektywie nie są idealne, niektóre paragrafy były już na etapie uzgodnień poprawiane kilkanaście razy, ale brak rozwiązań, z punktu widzenia wydawców prasy i dziennikarzy, jest jeszcze mniej korzystny. Dyrektor Izby Wydawców Prasy, Marek Frąckowiak podkreśla, że chociaż oba środowiska w wielu sprawach mają przeciwstawne interesy, to akurat w kwestii praw pokrewnych ich interes jest wspólny. To między nich w proporcji 50 do 50 proc. będą dzielone pieniądze z tytułu praw pokrewnych. Nie ma też obawy, że nowe regulacje będą sprzyjały tylko dużym wydawcom. - Za dyrektywą opowiadają się stowarzyszenia małych wydawców – Stowarzyszenie Prasy Lokalnej i Stowarzyszenie Mediów Lokalnych. - mówi dyrektor Marek Frąckowiak.

Skoro ani wydawcy, ani dziennikarze, ani internauci nie stracą, to co w dyrektywie budzi największy opór i czy jest on uzasadniony?

Prasa w odwrocie

W Polsce, podobnie jak w całej Europie rynek prasy się kurczy. Spadają nakłady, wpływy z reklam i zatrudnienie w mediach. Z tym, że nad Wisłą proces ten postępuje szybciej, a kryzys jest głębszy.

Przykładowo w krajach skandynawskich czy Luksemburgu na 1000 mieszkańców przypada 300 egzemplarzy gazet czy czasopism, a w Polsce 73 egzemplarze.

W 2017 r. globalny nakład gazet i czasopism wyniósł 1 600 000 i był niższy niż w roku 1990. W 2010 r. w związku z rozwojem prasy darmowej na mieszkańca przypadało 2,5 egzemplarza, ale od tego czasu ta wielkość maleje. Badająca rynek prasy dr hab. Jolanta Dzierżyńska-Mielczarek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach zaznacza, że to nie oznacza spadku konsumpcji treści prasowych, tylko zmianę sposobu korzystania z nich. Problem polega na tym, że na tej zmianie nie korzystają wydawcy. W 2017 r. tylko 28 proc. internautów czytało artykuły prasowe bezpośrednio ze stron wydawców, a 62 proc. zapoznawało się z nimi poprzez wyszukiwarki internetowe. Wzrasta też znaczenie mediów społecznościowych jako sposobu dostępu do tekstów dziennikarskich. Przy czym już prawie połowa internautów ogranicza się do przeczytania kilku zdań wstępu i nie klika na link umożliwiający przeczytanie całego tekstu. Wydawnictwa próbują zarabiać na treściach poprzez płatny dostęp do nich, ale liczba osób, które chciałyby płacić za abonament nie rośnie.

Za zmianami w przyzwyczajeniach czytelników podąża reklama. Rośnie, co zrozumiałe, rynek reklamy internetowej – wyniosła w 2017 r. 4 mld. zł – ale pieniądze trafiają przede wszystkim do właścicieli wyszukiwarek internetowych i mediów społecznościowych, a nie do wydawców. Ci ostatni sprzedają wprawdzie więcej e-wydań, ale zyski z tego tytułu nie rekompensują strat wynikających ze spadku egzemplarzy drukowanych.

Wydawca źle chroniony

Sytuację pogarsza jeszcze to, że firmy sprzedające treści prasowe w internecie uchylają się od płacenia za nie organizacjom zbiorowego zarządzania, w sieci są udostępniane nielegalne kopie elektroniczne prasy, a teksty są też nielegalnie kopiowane i prezentowane jako własne. Na tych naruszeniach prawa wydawcy tracą tyle, ile wynosi koszt wydania mniej więcej jednej czwartej nakładu.

W tej sytuacji przyznanie wydawcom ochrony praw pokrewnych, z której korzystają już wydawcy utworów muzycznych, filmów, programów komputerowych i gier, jest uzasadnione i nie powinno budzić wątpliwości.

Zdaniem mecenasa Jacka Wojtasia, który w Izbie Wydawców Prasy odpowiada za współpracę z Komisją Europejską i uczestniczy w pracach konsultacyjnych nad dyrektywą, ta sprawa została zaniedbana podczas prac nad poprzednią dyrektywą z 2001 r. (INFOSOC), ponieważ wówczas rynek wydawnictw prasowych miał się dobrze.

  • Prawa pokrewne są siostrzane wobec praw autorskich, ale przysługują wydawcą i chronią nakłady poniesione przez wydawcę, żeby treści prasowe mogły powstać – wyjaśnia mecenas Jacek Wojtaś. - Chodzi o takie nakłady, jak np. koszty miejsc pracy czy delegacje dla dziennikarzy.

Mecenas podkreśla, że już w pierwszym artykule Dyrektywy o prawach autorskich na JRC jest mowa o tym, że nowe prawo nie narusza INFOSOC, implementowanej już do polskiego systemu prawnego. Zatem wszystkie wymienione tam przypadki dozwolonego użytku treści będą nadal miały zastosowanie. Eksperci podkreślają również, że nic nie zmieni się w sposobie korzystania z treści przez internautów do użytku prywatnego i niekomercyjnego. Nowe regulacje nie dotyczą też korespondencji e-mailowej.

Duży może więcej

O tym, że bez uregulowań europejskich się nie obejdzie przekonują się Niemcy, które próbują rozwiązać problem praw pokrewnych już od 2013 r. Przyjęta wówczas ustawa nie działa, bo Google oficjalnie poinformował wydawców, że jeśli miałby płacić za treści, to jest zdecydowany usunąć te treści ze swoich platform. Ponieważ zaś firma ma na rynku niemieckim pozycję monopolisty – 96 proc. rynku, to wydawcy straciliby 40 proc. ruchu. Spór między niemieckimi wydawcami i Google trafił do sądów – o naruszenie ustawy i o nadużywanie pozycji monopolisty. Wartość sporu oszacowano 1,8 mld euro w ciągu pięciu lat. To rocznie daje kwotę 300 mln euro, a ponieważ polski rynek jest mniej więcej 20-krotnie mniejszy, więc można przyjąć – zdaniem ekspertów – 15 mln euro. Przeliczając euro po kursie 4,5, wychodzi z obliczeń 50 mln zł. Przy założeniu, że podział między wydawcami a dziennikarzami będzie równy, na dziennikarzy przypada 25 mln zł rocznie.

  • Chodzi o to, żeby takie portale jak Google News płaciły za korzystanie z cudzej twórczości. Te pieniądze zrekompensują wydawcą spadki nakładów i pomogą stworzyć lepsze warunki pracy dziennikarzy – zapewnia mec. Jacek Wojtaś.

W zrozumieniu o co toczy się gra w artykule 13 Dyrektywy może pomóc wyliczenie pokazujące, jak różnie względem wydawców zachowują się serwisy subskrypcyjne, które płacą za licencję, a inaczej platformy wymiany danych. Pomimo, że z tych ostatnich korzysta pięć razy więcej użytkowników (np. internautów słuchających muzyki), to płacą one średnio niecałego dolara od użytkownika, podczas gdy serwisy subskrypcyjne płacą aż 20 dolarów.

  • Efektem nowych regulacji będzie to, że platformy wymiany treści będą traktowały wydawców po partnersku, nie będą mogły narzucać im warunków umów. Będą musiały filtrować treści i usuwać te, które znajdują się tam nielegalnie. - tłumaczy mecenas Karol Kościński, były dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, uczestnik brukselskich negocjacji.


Wątpliwości co do zasadności nowych rozwiązań nie ma również Maciej Hoffman, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy i Wydawców REPROPOL. Który uważa, że ważna jest ochrona wydawców i dziennikarzy, a także wypracowanie standardów. Zwłaszcza, że alternatywą wobec regulacji systemowych jest dochodzenie praw na drodze sądowej.

Dorota Bogucka


Odsłon: 458 | Komentarzy: 0 | Udostępnij: udostępnij na facebook-u udostępnij na twitterze

Copyright © SDP Warszawa 2010                                                                                                            Projekt i realizacja: Webdreamers