Z pewnym opóźnieniem trafiła do moich rąk trzecia część sagi „Olszany – Porcelanowe serce” Agnieszki Litorowicz-Siegert – pisarki znanej również z pracy dziennikarskiej, od wielu lat odpowiedzialnej za reportaże w „Twoim Stylu”.

Czytelnicy, którzy nie mieli okazji zetknąć się z dotychczasowymi częściami trylogii  mogą w stosunkowo łatwy sposób nadrobić zaległości, bo Wydawnictwo Mięta opublikowało poprzednie tomy w jednolitej szacie graficznej z tym ostatnim. Niezbyt krzykliwe, przez co eleganckie okładki przyciągają wzrok. Pewnie głównie kobiet – pastelowe kolory, motywy kwiatowe – ale lektura jest zdecydowanie uniwersalna.

Żeby nie psuć przyjemności czytania, nie streszczam całej fabuły. Osią wszystkich powieści są współczesne  losy Julii, która z Warszawy wraca do rodzinnego miasta na Pomorzu, gdzie nieoczekiwanie dla samej siebie pozostaje. W rozpoczynającej cykl książce „Olszany – droga do domu” poznajemy bohaterów z jej rodziny, a także z rodziny spotkanego przez nią mężczyzny – Wiktora. W drugiej części „Olszany – kamienna róża” razem z bohaterką jedziemy w sentymentalną podróż na dawne polskie Kresy (dzisiejsza Białoruś), by znaleźć ślady po jej przodkach. Naturalnym zatem dopełnieniem historii jest wyjaśnienie zagadek rodzinnych Wiktora, mającego niemieckie korzenie.

Autorka nie kryje, że powieściowe losy mają dużo wspólnego z rzeczywistością, jednak ci, którzy znają pierwowzory bohaterów – wiedzą, że to inspiracja, nie zaś odwzorowanie jeden do jednego.

Oprócz głównych bohaterów mamy tu całą galerię postaci – mniej lub bardziej nawiązujących do prawdziwych osób. W tle zaś jest miasto – Szczecinek – zabytkowe, pięknie położone w otoczeniu jezior, o skomplikowanej historii i może przez to –  szczególnej atmosferze.

Wyróżnikiem powieści pisanych przez Agnieszkę Litorowicz-Siegert jest dbałość o szczegóły, które budują nastrój i pozwalają czytelnikowi wyobrazić sobie bohaterów i miejsca akcji. Tu się na chwilę zatrzymam, żeby stwierdzić, że w trzeciej części trylogii najlepsze są proporcje między tempem akcji a wspomnianymi opisami. Dotyczy to zwłaszcza designu, którym Autorka interesuje się także prywatnie.

„Porcelanowe serce”  jest najlepsze również dlatego, że do uniwersum stworzonego na potrzeby powieści Autorka wpuściła więcej postaci negatywnych, o niskich motywacjach. W bardzo pięknym, optymistycznym świecie, do którego zaprasza czytelników, zdarzają się już także trudne uczucia i złe zakończenia niektórych historii. Czyli powieść zbliżyła się do życia. Nie tracąc jednak uroku. Tym, co wyróżnia uniwersum Olszany jest bowiem uważność, z jaką bohaterowie pierwszego i drugiego planu odnoszą się do siebie  i otaczającego ich świata. Dotyczy to zresztą nie tylko świata w rozumieniu materialnym, ale również emocji i duchowości. Nie popadając w egzaltację i nie narzucając swojego światopoglądu, Autorka pokazuje, że najważniejsze jest to, co zwykle nam umyka, drobne gesty, codzienne rytuały, myśl o kimś ważnym, nawet jeśli relacje się popsuły.

Jeśli miałabym się czegoś czepić – wszak krytyk czepiać się powinien – to tego, że niektórzy bohaterowie nadużywają modnych słówek-wytrychów.

W krótkiej notce o Autorce czytamy, że jest optymistką. To prawda, ale ten optymizm to nie tylko myślenie „będzie dobrze”, to przede wszystkim działanie. W tę cechę wyposażyła również bohaterów z Olszan, którzy  mierzą się z trudną przeszłością i nie uciekają od konfrontacji z przeciwnościami losu.

Z kronikarskiego obowiązku, ale też z prawdziwą przyjemnością odnotowuję, że zdjęcie Autorki na skrzydełku jest dziełem Róży Siegert i z całą pewnością w dziedzinie fotografii, jeszcze o tej młodej kobiecie usłyszymy.

Tych z Państwa, którzy jeszcze nie czytali „Olszan” zachęcam do sięgnięcia po wszystkie tomy. Ci, którzy zaczną lekturę od ostatniej części, znajdą tam nawiązania do poprzednich, więc nie poczują się zgubieni. Z całą pewnością warto wejść do świata Olszan i na dłużej tam pozostać.  

Dorota Bogucka

Agnieszka Litorowicz-Siegert „Olszany. Porcelanowe Serce”. Wydawnictwo Mięta Sp. z o.o.  2025, s. 478