„Dar młodzieży” na żyletki? Zaledwie 40 lat pomysłu inż. Zygmunta Chorenia ma już iść pod nóż? Czy nie za wcześnie? Przecież po morzach pływają nadal 100 letnie żaglowce. A do tego jedna z naszych dwóch zasłużonych wyższych szkół morskich – szczecińska – nigdy nie miała własnego wielkiego szkoleniowego statku żaglowego.

            Dać jej wreszcie taki prezent! No i oczywiście dać na remont, bo ten „Darowi Młodzieży” jest potrzebny, by pływał.

            Wishful thinking? Być może, ale szkoda żaglowca. Zamiast ciąć maszty i rżnąć blachy kadłuba można zreperować w jednej z naszych rodzimych stoczni, które obumierają bez zamówień.

            Sędziwy dziś już konstruktor ucieszy się. No tak, ale do tego trzeba morskich ludzi, szczury lądowe poprzebierane nawet w piękne granatowe mundurki – to za mało.

            Panno Wodna, co z morskiej rodzisz się piany natchnij miłością do morza polski lud zaniedbany. Niech urodzą się morscy pisarze, reżyserzy. Niech kultura pokaże piękno morza i radość z pływania na statkach. Bałtyckie nie jest znów takie małe, a duńskie przesmyki łatwe do pokonania.

            A jeśli nie? Jeśli twarde i uparte łby zwyciężą, to przynajmniej niech „Dar Młodzieży”, na który ok. 5% rzeczywiście dała zbiórka pieniędzy sprzed lat 40, wypłynie w rejs po Bałtyku z seniorskimi, byłymi oficerami marynarki handlowej, dziś emerytami spotykającymi się romantycznie nadal raz na tydzień w gdyńskiej uczelni od morza przy Skwerze Kościuszki. To zasłużeni ludzie, którzy przewieźli na statkach miliony ton towarów. A nie dostali nawet żadnego państwowego odznaczenia. Pytałem kilkunastu – tylko dwóch zostało odznaczonych. Innym wręczono jedynie blaszki resortowe.

            Otóż taki nawet jednodniowy rejs po Bałtyku byłby malutkim zadośćuczynieniem, np. w czerwcu na Święto Morza.

            Coś drgnęło. Stocznia Marynarki Wojennej ma już stępkę pod drugi okręt z serii mieczników. Niedawno notable mogli to uroczyście uczynić. To już coś. 60 letni „Orzeł” może wreszcie iść na złom, ale morska propaganda niech się obudzi. Kapitanowie i oficerowie niech pomogą. Ale najpierw zróbmy coś dla nich. Ot choćby taki rejs po Bałtyku, pod pięknymi białymi żaglami z duchem generała Mariusza Zaruskiego i kpt. Kazimierza Jurkiewicza – długoletniego komendanta „Daru Pomorza”, kapitana, który w 1972 roku wygrał Operation Sail. Z duchem Leonida Teligi, który na malutkim i ubogim „Opty” opłynął jako pierwszy Polak świat.

            Kpt. Krzysztof Baranowski, właśnie teraz jest na morzu na jachcie. Daje przykład, że wiek żeglarza nie ważny, gdy hart ducha i umiłowanie morza jeszcze trwa. To jego trzeci raz dookoła świata. Znowu sam ale z najlepszymi życzeniami od Polski morskiej.

            Skończyła się ona nam przez reformatorów i złodziei. Przez głupców i niedorajdów gospodarczych, którzy w swoich garbatych łbach boją się wody, zamiast ją wykorzystać. Krzysztof Baranowski mógłby jeszcze spowodować odrodzenie morskiego bractwa. Ale czy sejmowe lenie z foteli przy Wiejskiej to zrozumieją i poprą?

            A sio! – jak słusznie ganiał kiedyś dziennikarzy niesłuszny zresztą Waldemar Pawlak. Teraz jego następca partyjny zagarnął ogromną władzę. Pan doktor medycyny ma fotel wicepremiera i ministra obrony i jeszcze do tego jest szefem partii, która z kilkudziesięcio milionowego wiejskiego elektoratu, ma zaledwie 1,1% wyborców. – A sio, a sio!

            Panie wicepremierze odniósł Pan teraz niewątpliwie sukces z drugim „miecznikiem” ze stoczni na Oksywiu, która na szczęście nie padła. Idź Pan za ciosem i uruchom port wojenny na Helu, z którego na Bałtyk startowałyby okręty dyżurne, gdy np. intruz rosyjski zapędzi się na nasze wody. Ten zbudowany przez polskich inżynierów port (1 hektar wody oddzielony falochronami) jeszcze przed wybuchem II wojny światowej nie służy naszej obronności już od 80 lat. Wstyd i hańba. Kwiatkowskim to już Pan nie zostanie, ale zrób Pan coś znaczącego dla morza. I wstydu oszczędź.

Stefan Truszczyński                                  8.01.2025