W mroźne styczniowe popołudnie liczna grupa rodziny, bliskich, koleżanek i kolegów z pracy oraz przedstawicieli Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich towarzyszyła w ostatniej drodze redaktora Marcina Makowieckiego.
Niezwykle ciepła uroczystość pożegnania zmarłego była okazją – paradoksalnie – do tego, żeby Go bliżej poznać. Marcin był bowiem raczej skryty, nie obnoszący się ze swoimi trudnymi doświadczeniami. Bardzo wcześnie stracił oboje rodziców, zmieniał miejsca pobytu, były momenty, kiedy nie wiadomo było, gdzie i z kim zostanie, przyrodniego brata poznał dopiero jako dorosły człowiek.
Być może właśnie te trudne przeżycia spowodowały, że stał się człowiekiem niezwykle odpowiedzialnym, kochającym mężem, ojcem, ceniącym sobie więzi rodzinne. Z wspomnianym już bratem i jego rodziną, pomimo odległości wielu tysięcy kilometrów, utrzymywał stały kontakt. Był autorytetem, opoką i doradcą dla przyrodniego bratanka.
Bardzo wzruszające były również wspomnienie córki i wnuczki Marcina, które wspominały wspólne z ojcem i dziadkiem wyprawy w góry i naukę jazdy na nartach, która była jedną z licznych pasji Marcina.
Koledzy z pracy mówili o bardzo dobrym przygotowaniu merytorycznym i niezłomnym charakterze redaktora. W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich dał się poznać jako człowiek pracowity, zaangażowany w działalność społeczną i zawsze gotowy do pomocy. Takim Go zapamiętamy.
Tekst i foto: db

