Parę dni temu na FB zwrócił moją uwagę żart rysunkowy. Publikuję go powyżej. Objaśniam tym, którzy wolą słowo pisane od obrazków: w łódce płynie pięć osób – lekarz, żołnierz, policjant, nauczycielka i dziennikarz. Zostać mogą cztery, kogo wyrzucić?
W momencie kiedy ten żart wyświetlił mi się w telefonie, pod memem były 602 komentarze. Pomyślałam, to już jakaś grupa reprezentatywna, chętnie zobaczę, jaka jest aktualnie hierarchia sympatii do przedstawicieli poszczególnych zawodów. Przejrzałam pierwszych kilkadziesiąt wpisów i one były dość jednorodne. Wyrzucić DZIENNIKARZA. Dalej były uzasadnienia, z których wielu nie mogłabym nawet zacytować. A nawet jak nie były wulgarne i knajackie, to pokazywały, że naszej pracy (mówię tu o grupie zawodowej) nikt nie ceni i nawet nie potrzebuje. Wyłowiłam jeden czy dwa przytomne głosy, że przecież gdyby nie dziennikarze, to większość ludzi nie dowiedziałaby się, że np. lekarze albo policjanci robią coś niewłaściwego. I tyle. Pozostali zafundowaliby nam chlup do wody.
Postanowiłam sprawdzić, czy ta decyzja znajduje potwierdzenie w jakiś poważniejszych badaniach. Sięgnęłam do Rankingu Zawodów 2026, czyli badania zaufania do 56 profesji, przeprowadzanego corocznie przez SW Research. Nie miejmy złudzeń, tam też jesteśmy dużo poniżej lekarza, czy żołnierza (zwłaszcza oficera), ale także poniżej policjanta i nauczyciela. Marnym pocieszeniem jest awans z 37 na 36 miejsce od ubiegłego roku.
Taka jest rzeczywistość. To może trzeba się zastanowić, czy rzeczywiście zasługujemy na tak marną ocenę, czy nie jesteśmy potrzebni. Mnie na potrzeby tego tekstu interesuje przede wszystkim, co zaniedbaliśmy.
W przeciwieństwie do PR-owców nie przekonaliśmy świata, że nasza praca jest niezbędna, a nasze teksty bardzo cenne. W przeciwieństwie do prawników czy zawodów medycznych, nie zadbaliśmy o ustawową regulację zawodu. W przeciwieństwie do profesji technicznych nie mamy nawet minimum umiejętności i wiedzy, która dawałaby uprawnienia zawodowe. Nie potrafiliśmy też skutecznie lobbować na rzecz zaliczenia nas do twórców.
A skoro tak, to nie pozostaje nam nic innego, jak nauczyć się pływać.
Dorota Bogucka