Jest paradoksem, że w Polsce od 1989 roku, dostęp do wykonywania zawodu dziennikarza nie podlega żadnym ograniczeniom, co w praktyce oznacza, że jak głosił Stefan Bratkowski – sława polskiego dziennikarstwa – ,,każdy może zostać dziennikarzem, z dnia na dzień”.
Wtórował temu tercet egzotyczny młodszych kolegów w składzie – Krzysztof Skowroński, Tomasz Lis i Mariusz Ziomecki – wyrażając przekonanie z powodzeniem lansowane od wielu lat przez wydawców, że ,,Aby zostać fizykiem, trzeba umieć liczyć, aby zostać kierowcą trzeba mieć prawo jazdy – a w dziennikarstwie nawet nie trzeba umieć pisać” (ABC dziennikarstwa. Wskazówki i porady nie tylko dla początkujących).
W środowisku dziennikarskim ostatecznie przeważyła koncepcja dziennikarza jako zawodu otwartego, idea ,,czystego talentu”, zgodnie z którą nieważne są kwalifikacje zawodowe i moralne, liczy się wyłącznie talent, a o tym kto go posiada decyduje … redaktor naczelny, a w istocie właściciel pisma, zachowując w tajemnicy jakimi kryteriami się kieruje w ocenie talentu przyszłego mistrza słowa.
Dziennikarze, a szczególnie ci, którzy uważają się za prawicowych zapomnieli albo nie doczytali, że jak pisze B. Michalski ,,otwartość zawodu jest koncepcją komunistyczną, pochodząca z lat 1944-50, gdyż chodziło o eliminację dziennikarzy, którzy byli związani z prasą międzywojenną, kiedy zawód dziennikarski miał charakter syndykalistyczny, oparty na odpowiednich kwalifikacjach i aplikacji dziennikarskiej”.
Nie ma więc co udawać oburzenia, że w Polsce dziennikarzem może być osoba karana nawet za najcięższe przestępstwa, w nieodległych czasach współpracująca z SB, a obecnie ze służbami specjalnymi, nieposiadająca polskiego obywatelstwa, mająca ograniczoną zdolność do czynności prawnych, częściowo ubezwłasnowolniona, pozbawiona praw publicznych, legitymująca się wykształceniem podstawowym, a nawet niepełnoletnia.
Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie uprawnienia a właściwie przywileje – nawet o charakterze publicznoprawnym – przysługujące tym wszystkim osobom, które uznają się za dziennikarzy.
W Polsce Ludowej, jak podaje J. Taczkowska, do przywilejów dziennikarskich należało między innymi posiadanie uprawnienia do dodatkowej powierzchni mieszkalnej, obniżenie wieku emerytalnego o 5 lat, prawo do wzrostu emerytury o 15 % w stosunku do normalnego jej wymiaru, do jednorazowej odprawy pieniężnej w razie przejścia na emeryturę lub rentę, pokrycie kosztów zastępstwa procesowego w sprawach o zniesławienie lub naruszenie dóbr osobistych, korzystanie w uzasadnionych przypadkach w czasie podróży służbowych z wagonów 1 klasy PKP, z wagonów sypialnych, samolotu lub autobusu bez względu na czas trwania podróży, obowiązek wydawnictwa polegający na zaopatrywaniu dziennikarzy w dzienniki i czasopisma, a także przywilej otrzymywania 0,5 litra mleka na dobę dla dziennikarza wykonującego funkcję wymagająca stałego przebywania w drukarni i najważniejszy przywilej – zwolnienie płacy zasadniczej z podatku od wynagrodzeń.
Współczesny dziennikarz może jedynie pomarzyć o takich przywilejach, ale w zamian miał uzyskać to o co walczył w poprzednim ustroju – niezależność pojmowaną jako niezwiązanie z żadną władzą czy urzędem a co z kolei miało zagwarantować obiektywizm i bezstronność.
W praktyce okazało się, że to nie dziennikarzom a właścicielom mediów i wydawcom udało się zawładnąć wolnością mediów, podporządkowując je swoim interesom ekonomicznym i politycznym, z czego większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, przyjmując bezkrytycznie serwowane im informacje prasowe, radiowe, telewizyjne oraz internetowe.
Jednym z najważniejszych dziennikarskich przywilejów jest prawo do zachowania tajemnicy zawodowej, przysługujące wyłącznie osobom wykonującym zawód zaufania publicznego, jakim nie jest zawód dziennikarza, a pomimo to zgodnie z art. 15 prawa prasowego, dziennikarzom takie prawo przysługuje.
Ustawodawca – jak zauważa J. Taczkowska – wyposażając dziennikarza w tajemnicę zawodową pozwolił mu na dokonanie swobodnego uznania w zakresie ustalenia momentu związania tajemnicą zawodową, jak również zdefiniowania jej zakresu oraz dokonania oceny słuszności ochrony.
W konsekwencji, może to doprowadzić do nadużyć, gdyż nierzetelny dziennikarz będzie mógł każdorazowi postąpić tak, jak będzie to dla niego wygodne. Ani prokurator ani sąd nie może zatem ingerować w podejmowanie przez dziennikarza decyzji o składaniu zeznań, jak również nie jest władny ustalić, czy będące w posiadaniu dziennikarza informacje były czy też nie, objęte zastrzeżeniem. Wiedzę na ten temat posiada wyłącznie dziennikarz, któremu powierzone zostały informacje.
Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego z 15 grudnia 2015 r., jeśli dziennikarz powoła się na tajemnicę dziennikarką, to nie istnieje prawna możliwość zwolnienia go z niej w części dotyczącej danych umożliwiających identyfikację autora materiału, ale także innych osób udzielających opublikowanych informacji takich, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich. Takiej ochrony nie mają notariusze, adwokaci, radcowie prawni czy lekarze, co świadczy o uprzywilejowaniu dziennikarzy.
Przywilejem świadczącym o wyjątkowości zawodu dziennikarza, było uprawnienie w dostępie do informacji publicznych, ustanowione w ustawie Prawo prasowe z 1984 r. Wejście w życie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, do czego walnie przyczyniło się SDP, zrównało dziennikarzy z innymi podmiotami prawa w możliwościach dostępu do informacji publicznej chociaż nie do końca, gdyż zgodnie z art. 36 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej, dokumenty zgromadzone przez Instytut Pamięci Narodowej udostępnia się także dziennikarzom w celu publikacji materiału prasowego, do czego zwykły obywatel nie ma prawa.
Jawność rozprawy sądowej, jako zasada procesowa, uprzywilejowuje dziennikarzy zezwalając w art. 357 k.p.k. na dokonywanie za pomocą aparatury utrwaleń obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy. Tak szerokiego uprawnienia nie mają nawet strony postępowania t. j. oskarżony czy tez jego obrońca, nie mówiąc o zwykłych obywatelach.
W sytuacji gdy rozprawa czy posiedzenie jest niejawne, możliwość utrwalania tych czynności wygasa, z tym że ogłoszenie wyroku zawsze odbywa się jawnie.
Nawet w sytuacji gdy wyłączono jawność rozprawy istnieje możliwość pozostania dziennikarzy na sali rozpraw. Takie uprawnienie będą miały strony postępowania mogące wskazać osoby, które mogą być obecne na rozprawie oraz przewodniczący składu orzekającego (art. 361 k.p.k.).
Kolejnym przywilejem jest dostęp dziennikarza do akt sprawy karnej, co oznacza w praktyce możliwość sporządzania notatek przez dziennikarza, natomiast nie daje mu prawa do uzyskiwania odpisów czy kopii, gdyż takie prawo przysługuje wyłącznie stronom postępowania. Wydanie zgody przez przewodniczącego wydziału wymaga złożenia wniosku przez dziennikarza oraz okazania ważnej legitymacji prasowej. Nie ma także ograniczeń dla dziennikarza, w zakresie dostępu do akt sprawy sądowej, która toczy się z wyłączeniem jawności.
Zgodnie z art. 10 ust.1 prawa prasowego zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu, które to pojęcie utożsamiane jest z interesem publicznym. Zdefiniowaniem interesu publicznego zajęły się także media, które interes publiczny zaczęły utożsamiać z tym co interesuje publiczność – inaczej mówiąc – z potrzebami rynku, zacierając jednocześnie to co prywatne z tym co publiczne. Byłoby to być może bez większego znaczenia, gdyby nie powoływanie się przez dziennikarzy na interes publiczny w procesach sądowych, służący do uchylenia się od odpowiedzialności karnej i cywilnej za naruszenie dóbr osobistych. Sądy często w sposób niemalże automatyczny przyjmują domniemanie działania dziennikarzy w interesie publicznym.
Jak słusznie zauważa J. Taczkowska ,,zastosowanie domniemania działania w interesie publicznym uprzywilejowuje pozycję prasy w sporach sądowych. Domniemanie to judykatura odnosi jednak wyłącznie do dziennikarzy. Nie znajduje ono zastosowanie w sporach z udziałem innych uczestników procesu. W procesach o ochronę dóbr osobistych wytaczanym osobom nie posiadającym statusu dziennikarza w związku z treścią udzielonej przez nich wypowiedzi, sądy powszechne dokonują oceny bezprawności na podstawie kryterium prawdziwości jej treści. Tymczasem ocena działania dziennikarzy przybiera łagodniejszą postać”.
W uchwale Sądu Najwyższego z 18 lutego 2005 r. zawarty jest pogląd, że bezprawność działania dziennikarza zostaje uchylona poprzez wykazanie, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych dziennikarz działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek szczególnej staranności, rzetelności, o jakim mowa w art. 1 pkt 1 prawa prasowego. W procesie karnym dziennikarz odpowiada za dochowanie prawdy, w procesie cywilnym wystarczy, jeżeli wykaże dochowanie staranności, rzetelności i to, że kierował się interesem społecznym (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 29 marca 2012 r., ICSK 370/11).
W konsekwencji, powołanie się przez dziennikarza na działanie w interesie publicznym może prowadzić do uwolnienia od odpowiedzialności, choćby podane prze niego informacje były nieprawdziwe. Okoliczność ta okaże się jednak niewystarczająca w sporach sądowych wytoczonych osobom nieposiadającym statusu dziennikarza, które zawsze są obowiązane do wykazania prawdziwości wygłaszanych twierdzeń.
Uzyskanie statusu zawodowego dziennikarza oznacza przyznanie dziennikarzowi uprzywilejowanej pozycji w zakresie pozyskiwania informacji, jawności życia publicznego, kontroli i krytyki społecznej.
Od strony formalnoprawnej dziennikarzowi przysługuje ochrona podobna do tej, na jaką powoływać się mogą funkcjonariusze publiczni. Świadczy o tym sankcja przewidziana w art. 43 prawa prasowego, w myśl której sprawca przestępstwa polegającego na użyciu przemocy lub groźby bezprawnej wobec dziennikarza w celu zmuszenia go do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.
Sankcją karną obłożone są także czyny polegające na utrudnieniu zbierania materiału prasowego albo tłumieniu krytyki prasowej, a także uchylanie się od udzielania dziennikarzowi informacji (art. 44 i 49 prawa prasowego).
Wzmocnieniem pozycji dziennikarza jest także zastosowanie prawnokarnych gwarancji dostępu do informacji publicznej, zgodnie bowiem z art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej, kto wbrew ciążącemu na nim obowiązku, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Z kolei art. 6 prawa prasowego zobowiązuje organy władzy publicznej do odpowiedzi na przekazana krytykę prasową bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu jednego miesiąca. Brak odpowiedzi na krytykę prasowa jest traktowany w orzecznictwie jak odmowa udzielenia informacji, na która przysługuje skarga do NSA.
W ten sposób ustawodawca wyposażył dziennikarzy w narzędzia umożliwiające skuteczne pozyskiwanie informacji, a także przyznał daleko idącą ochronę w relacjach z organami władzy publicznej, gwarantując jego niezależność przed naciskami zewnętrznymi, tłumieniem krytyki oraz groźbą i szantażem.
Przywilej, a właściwie immunitet o który walczą od wielu lat dziennikarze, jest żądanie wykreślenia z kodeksu karnego art. 212 par. 1 i 2, sankcjonującego przestępstwa zniesławienia, co w konsekwencji doprowadziłoby do uchylenia wymogu prawdziwości informacji, który na gruncie obowiązujących regulacji karnych stanowi podstawową przesłankę uwolnienia od odpowiedzialności. Niektórzy dziennikarze żądają nawet zagwarantowania, że nie będą oni podlegać odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych (art. 23 i 24 kodeksu cywilnego).
Najbardziej zagorzałymi orędownikami zniesienia odpowiedzialności karnej z art. 212 k.k. są w szczególności tak zwani ,,dziennikarze śledczy”, którzy wielokrotnie i w sposób szczególnie drastyczny naruszali godność osób publicznych, nie ponosząc żadnych konsekwencji, a wprost przeciwnie, byli nagradzani prestiżowymi nagrodami przyznawanymi przez … dziennikarzy.
Anna Marszałek i Bertold Kittel, to wręcz symbole nieodpowiedzialnego dziennikarstwa, jeżeli w ogóle można w tym przypadku mówić o nich, jako dziennikarzach.
Stanisław Alot – były prezes ZUS, Ewa Lewicka – była wiceminister, Romuald Szeremietiew – były wicemister, Marek Kempski – były wojewoda, to tylko niektóre przykłady osób przez nich skrzywdzonych.
Argumentem wykorzystywanym przez dziennikarzy przeciwko utrzymaniu sankcji karnej za zniesławienie jest rzekomo rosnąca liczba skazanych za publiczne pomówienie. Jest to zarzut całkowicie chybiony, gdyż jeśli to prawda, to tym bardziej nieodpowiedzialne byłoby uchylenie regulacji prawnej w sytuacji, w której rośnie liczba zachowań przestępczych.
Dziennikarze opowiadający się za zmianami w kodeksie karnym przyznają jednocześnie, że bardzo rzadkie są wyroki skazujące dziennikarza na karę więzienia. Znany mi jest jeden przypadek skazania dziennikarza ,,Wieści Polskich” Andrzeja Marka na bezwzględną karę trzech miesięcy pozbawienia wolności, ostatecznie zamienioną na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wówczas to, na znak protestu, przed siedzibą Sejmu, Jacek Żakowski, Monika Olejnik i Mariusz Ziomecki, zamknęli się w klatce.
Niektórzy dziennikarze podnoszą jako argument przeciwko art. 212 k.k., że sama obawa skazania na karę więzienia prowadzi do autocenzury i zniechęca do zajmowania się tematami mogącymi zaowocować procesem karnym. Z taką argumentacją trudno się zgodzić, gdyż to co dziennikarze nazywają autocenzurą albo strachem przed karą zwykło się określać w prawie karnym skutkiem prewencyjnym, niezbędnym w państwie praworządnym.
Nie można także zgodzić się ze stwierdzeniem, jak słusznie zauważa J. Taczkowska, że wystarczająca jest ochrona godności na gruncie prawa cywilnego ani z argumentem, że zasady ponoszenia odpowiedzialności prawnej na gruncie praw cywilnego i karnego powinny być takie same, bowiem w hierarchii wartości konstytucyjnie chronionych godność zajmuje naczelne miejsce będąc ,,źródłem wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.” (art. 30 Konstytucji RP). Jest zatem wartością, jak żadna inna, zasługującą na ochronę zarówno na gruncie cywilnym, jak i karnym. Nieporozumieniem byłoby uchylenie odpowiedzialności karnej za naruszenie wartości konstytucyjnej, której ranga przewyższa pozostałe prawa i wolności, w tym także wolność prasy i wolność wypowiedzi.
Tyle o przywilejach dziennikarzy, ale … chwila, chwila, zapomniałbym o przywileju, którego istnienie uświadomiła mi najnowsza gwiazda polskiego dziennikarstwa – Zbigniew Z. – korespondent i komentator polityczny Telewizji Republika w USA. Bo czy nie jest przywilejem związanym z wykonywaniem zawodu dziennikarza możliwość uzyskania specjalnej wizy dziennikarskiej I, uprawniającej do wykonywania przez pięć lat legalnej pracy dziennikarskiej, podczas gdy praca taka na wizie turystycznej jest nielegalna? Dodatkowym przywilejem jest przewidziana dla małżonków i dzieci możliwość stałego przebywania razem z posiadaczem wizy dziennikarskiej.
Uprzedzając ewentualne pytania czy też wątpliwości, co do cudownego przeistoczenia się byłego Ministra Sprawiedliwości w dziennikarza, przypomnę słowa Stefana Bratkowskiego, cytowane na wstępie artykułu: ,,Każdy może zostać dziennikarzem, z dnia na dzień”.
adw. Marek Czarnecki
Bibliografia:
1. Joanna Taczkowska – ,,Zawód dziennikarza w Polsce. Między misją a posłannictwem”.
2. Jacek Sobczak – ,,Prawo prasowe”.
3. Redakcja naukowa Wojciech Lis – ,,Status prawny dziennikarza”.