Po czterdziestu latach od matury stanęłam ponownie przy tablicy. Spotkałam kilkoro wspaniałych nauczycieli oraz koleżanki i kolegów. Bezcenne doświadczenie. Zwłaszcza, że od poprzedniego takiego spotkania minęło lat dwadzieścia i dużo się zmieniło.
Najbardziej inspirujący z tego pięknego popołudnia i wieczoru był wykład Pani Profesor Krystyny Latały, mojej nauczycielki polskiego, potem prezes prywatnego radia, w którym dała szansę zaistnienia w eterze wielu Tarnowianom, osoby eleganckiej i z klasą.
Organizatorzy spotkania, których szczerze podziwiam za determinację i zapał, poprosili, żeby powiedziała coś o sztucznej inteligencji. Temat wydał się w pierwszej chwili dość odległy od zainteresowań Pani Profesor, ale podjęła także to wyzwanie. Nawet mnie to nie dziwi – skoro przez wiele lat układała w głowach młodym ludziom nie tylko wiedzę, ale też pojęcie o świecie i ludzkich postawach, to co tam jeszcze jedna lekcja.
Ale proszę mi wierzyć była to lekcja niezwykła. W dorobku współczesnych poetów Pani Profesor znalazła odniesienia do „mózgów elektronowych”, a potem cytując z pamięci te strofy zachęciła nas jednak do tego, żebyśmy używali własnej inteligencji, posiłkując się tą sztuczną jako narzędziem.
W rozmowach podczas nieoficjalnej części spotkania i korespondencji w grupie wraca też postulat, żeby nie zastępować kontaktów bezpośrednich tymi zdalnymi.
Przypomniała nam też Pani Krystyna, że poezja jest w życiu ważna, że w tym codziennym zabieganiu i zatroskaniu o pieniądze, stanowiska i sukcesy trzeba się czasem zatrzymać i posłuchać, poczytać, pokontemplować.
Zachęciła nas również do kontaktu z przyrodą, nie tylko egzotyczną raz na rok, podczas wakacji, ale tą najbliższą w ogrodzie, w drodze do pracy, za oknem.
Powiedziała wreszcie coś, co rzeczywiście chyba wielu z nas umyka – żebyśmy się umieli cieszyć z mniejszych i większych zwycięstw, sukcesów, miłych chwil. Przywołała słowa polskiej tenisistki Mai Chwalińskiej, która dziennikarzowi natarczywie pytającemu ją, co teraz, co dalej, odpowiedziała spokojnie, żeby dał się jej nacieszyć tą chwilą triumfu, teraz. Niby proste, a trzeba pamiętać!
Dorota Bogucka